Wycieczka na żagle.

Wycieczka na żagleJak wszyscy wiemy w dniach 27-29.05.2011r. (piątek-niedziela), odbyła się wycieczka na „ŻAGLE”. Od samego początku zapowiadało się… zabawnie. Jazda w pociągu o 5 rano i te ciągłe brzdękanie na gitarze… dżdżownica i dżdżownica. Po przyjeździe na miejsce zaczęło się dziać… Jak wiadomo nie było dziewczyny, która nie miałaby problemu z dźwiganiem swojej torby (nie licząc hardcorowego koksa). Rozkładanie namiotu nie było niczym łatwym, ale jak mus to mus. Szkoda tylko, że niektóre namioty nie nadawały się do użycia. ,,Taśma naprawi wszystko”- tak powiedział Rogóż, gdy pożyczał ją „Księżniczce” (O.Małys). Czymś trzeba było w końcu skleić ten nieszczęsny, czerwony namiot.

Pierwszego dnia pływaliśmy na dezetach, było… zimno. Wieczorem ognisko, piosenki i dużo innych rzeczy. 😛 Po nocy, która ciepła nie była (no chyba, że dla tych, który w ogóle nie spali, bo woleli siedzieć z kimś z liceum, bo akurat udało mu się wyrwać dwie fajne dziunie). Nadeszło śniadanie. Każdy jadł, co lubi, czyli zupki, spaghetti (z którym niezawodna Pauka miała problem), a nawet paprykarz.

Około godziny 12.oo nadeszła pora na żeglowanie. Tym razem wybór był większy: kajaki lub dezety. Nie obyło się bez bliższych spotkań z wodą. Pojawiła się również ,,Misja ratunkowa”. Szkoda tylko, że nie wszyscy rozumieją proste polecenia i z tego powodu wyskakują z dezety do wody, co najbezpieczniejszym zachowaniem nie jest. Gimnazjaliści na wodzie najlepiej sobie nie radzą – trzeba przyznać. Chyba, gdyby pominąć: wpłynięcie na mieliznę (spowodowane przez Bulinę), brak umiejętności wiosłowania, kolizje z pomostem (spowodowaną przez Komisa).

Najciekawiej jednak było na lądzie. Nie obyło się bez kar… Głównie za przeklinanie. Najpierw dużo śmiechu ze strony nauczycieli, a później tekst: ,,no to w szkole 20 pompek !”Jak wszyscy wiedzą 28 maja odbył się mecz Manchester United – FC Barcelona. 😉 Wierni kibice oczywiście wyruszyli do miasta, aby móc podziwiać ten piłkarski pojedynek. Wynik (3:1 dla Barcelony oczywiście) był zadowalający, bądź obojętny (obojętny dla Pana G.).

Kolejny wieczór spędzony był również przy ognisku, bądź przy kartach. Nie obeszłoby się bez zielonej nocy. Główni organizatorzy tej zabawy to: Loczek, Szparek, Zeniu, Wojtas, Baśka oraz pewna osoba, która wypiła za dużo kawy i nie mogła spać. Poszkodowanymi stali się Kośka (Osama) i Rogóż. Śmiesznie było dla tych, którzy nie musieli zmywać siebie godzinami pasty do zębów. Oczywiście długo nikt nie przyznał się do popełnionej „zbrodni” (choć pewne osoby nie potrafią trzymać języka za zębami).

Kolejny dzień (niedziela) był bardzo niespokojny (masakrycznie nieogarnięty). Uczniowie naszej szkoły mogli skorzystać ostatni raz z atrakcji, ale można było również zostać w namiotach lub sprzątać toalety – jak kto woli. Osoby najbardziej odważne wybrały kajaki. Nikt nie wrócił suchy, szczególnie Żaneta. Padło pytanie: ,,Ejjj… Żancia, a czemu ty taka mokra?” Wtedy odpowiedź brzmiała tak: ,,Było pięknie, miło i spokojnie, póki Kośka nie zobaczył kaczki, a później się na nią rzucił”. To wszystko nam wyjaśniło. Wiadomo chociaż, że woda w jeziorze Dąbie jest już ciepła. Pewna osoba, której dane są zastrzeżone, odkryła swój talent artystyczny. Dzieło na Buczka namiocie jest niesamowicie piękne. Osoba ta z plastyki moim zdaniem powinna mieć ocenę celującą za kreatywność i talent – naturalnie.

Po spakowaniu swoich rzeczy dotarliśmy na stację PKP, tam większość odpoczywała. Powrotu do domu nikt nie wspomina dobrze. Pociąg cały zatłoczony, brak klimatyzacji. Naprawdę zdesperowanym trzeba było być, aby odważyć się na skorzystanie z toalety.

Pomimo nie najlepszej pogody wyjazd okazał się świetny! Poznanie ciekawych ludzi wychodzi niektórym na dobre. Najważniejsze są jednak wspomnienia..